Zakład zegarmistrzowski przy ulicy POW – tu czas ma dwa oblicza. Jedno nieustannie biegnie naprzód, odmierzane cichym tykaniem zegarów, drugie zatrzymało się na kartach starych listów, pożółkłych fotografiach i drobnych przedmiotach codziennej pracy dawnych żyrardowskich zakładów. W pracowni pana Romualda Więckowskiego zegarmistrzowska precyzja splata się z pasją kolekcjonera, a przeszłość i teraźniejszość współistnieją w jednej, niepowtarzalnej atmosferze. Każdy przedmiot opowiada historię, każdy detal przywołuje ludzi i miejsca, których już nie ma, ale które wciąż żyją w tej przestrzeni.
Złota rączka od zawsze
Mechanika interesowała Romualda Więckowskiego od najmłodszych lat. Zawsze coś rozkręcał, naprawiał, „dłubał” – a gdy w domu czy u sąsiadów coś się psuło, wszyscy wiedzieli, do kogo się zgłosić. „Złota rączka” – mówili. Naturalną drogą była więc nauka w technikum mechanicznym w Pruszkowie. Po szkole rozpoczął pracę w zakładach tkanin technicznych jako nastawiacz maszyn włókienniczych. Precyzja, cierpliwość, odpowiedzialność – cechy, które później okażą się bezcenne.
Jak wielu w tamtych czasach, próbował też szczęścia za granicą. Pracował w Niemczech, również w zakładach mechanicznych. Jednak rodzina wiedziała, że jego miejsce jest bliżej domu – przy drobnej, wymagającej skupienia pracy, gdzie liczy się każdy detal. Przełomowym momentem okazała się propozycja wuja, Jana Januchty, który prowadził zakład zegarmistrzowski przy ulicy Okrzei w Żyrardowie. Zaproponował młodemu Romualdowi naukę fachu.
Trzy lata nauki i całe życie pasji
Po trzech latach nauki przyszedł czas na egzaminy. A potem – na własną drogę. Od 35 lat pan Romuald prowadzi swój zakład zegarmistrzowski przy ulicy POW, a w zawodzie pracuje już ponad 45 lat. W czasach swojej świetności w Żyrardowie działało aż 13 zakładów zegarmistrzowskich. Dziś został jeden. Ten jeden – jak mówią klienci – to przysłowiowy zegarmistrzowski „ostatni Mohikanin”.
Choć pracy nie brakuje, największą dumą pana Romualda nie są jednak naprawione zegarki, lecz rodzina. Spośród trójki jego dzieci dwóch synów przejęło zegarmistrzowski fach. To rzadkość w czasach, gdy zawody rzemieślnicze zanikają. Tutaj tradycja nie tylko przetrwała, ale została świadomie przekazana dalej.
Nie tylko zegarki
Ale pracownia pana Romualda to znacznie więcej niż zakład usługowy. To małe muzeum Żyrardowa. Zegarki – oczywiście – zajmują w nim ważne miejsce. W kolekcji znajdują się m.in. szwarcwaldzkie zegary z drewnianymi mechanizmami, w tym egzemplarze z XIX wieku, a nawet zegar z XVII wieku. Każdy z nich wciąż żyje – bo zegarek, nawet zabytkowy, według pana Romualda powinien chodzić.
Prawdziwą pasją stało się dla niego ratowanie pamiątek związanych z Żyrardowem i okolicą. Wiele z tych przedmiotów trafiło do niego od rodzin, które odwiedzają zakład zegamistrzowski. Większość tych wyjątkowych rzeczy, które znalazły się w rękach pana Romualda, zapewne trafiłaby na śmietnik – wyrzucone, zapomniane, uznane za niepotrzebne. To także długie godziny szperania w Internecie w poszukiwaniu pamiątek związanych z naszym miastem – starych fotografii i przedmiotów.
– Zawsze lubiłem takie bibeloty i ściągałem je do domu. Patery, cukiernice, drobiazgi. Lubię przebywać w takich klimatycznych pomieszczeniach, wśród rzeczy z duszą, które mają swoją historię i swoją przeszłość...– powiedział pan Romuald.
Pamiątki, które opowiadają historię Żyrardowa
Na ścianach i półkach pracowni można odnaleźć unikatowe fotografie, których próżno szukać w oficjalnych archiwach. Są tu m.in. tarcze z żyrardowskiego liceum sprzed 70 lat, fotografie kadry nauczycielskiej liceum ogólnokształcącego, zdjęcia harcerzy „Młodego Lasu”. Są dramatyczne fotografie z czasów wojny – m.in. zdjęcia przedstawiające wywózki z obozu przejściowego, który znajdował się przy technikum elektrycznym, oraz ulice miasta w chwili, gdy historia łamała ludzkie losy. Są też zdjęcia z wywózki Żydów, wykonane przy dawnej ślusarni.
Oglądamy zdjęcia ulicy 1 Maja – dawnej Wiskickiej, placu Jana Pawła II z okresu I wojny światowej, ulicy Szulmana z żydowskim mieszkańcem, dawnego dworca żyrardowskiego, przedwojennych piłkarzy Żyrardowianki. Są też stemple z poczty polowej, stare dokumenty, paszporty, księgi obrachunkowe z 1920 roku, a także korespondencja żydowska – prowadzona tuż przed samą wywózką, jak i po wojnie, gdy próbowano odnaleźć swoją rodzinę.
Wśród zgromadzonych zbiorów są także zdjęcia rodzinne wykonane w znanych zakładach fotograficznych Przedeckich i Białkowskiej, a również fotografie ze szpitala, uzupełnione o związane z nim pamiątki. Te niepozorne materiały dokumentują codzienne życie miasta – pracę, opiekę, zwyczajność, która rzadko trafiała do oficjalnych kronik, a dziś stanowi bezcenne świadectwo dawnych czasów.
Każda z tych rzeczy to fragment większej opowieści – o mieście robotniczym, o wojnie, o codzienności i tragediach, o zwykłym życiu.
W jednym z pomieszczeń wisi także plakat koncertu, który odbył się w Resursie Fabrycznej w 1918 roku. Jest tu też szklany syfon Romana Oppenheima oraz gwizdek Policji Państwowej II RP.
Pan Romuald hobbystycznie zajmuje się również malarstwem i rzeźbą w drewnie. Tworzy głównie kapliczkowe postacie Jezusa oraz maski z kory. One także znalazły swoje miejsce wśród zegarów i dokumentów.
To nie jest zwykły zakład zegarmistrzowski. Tu czas ma podwójne znaczenie. Jedno mierzone jest sekundnikiem i balansem, drugie – pamięcią. W pracowni Romualda Więckowskiego zegary odmierzają teraźniejszość, a pamiątki przechowują przeszłość.
Zuzanna Bożek
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu zyciezyrardowa.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz