BIURO OGŁOSZEŃ
Biuro Życia Żyrardowa Sprawdź warunki oraz ceny zamieszczania ogłoszeń.

>> więcej
REDAKCJA
Redakcja Życia Żyrardowa Tutaj znajdziesz informację na temat naszej redakcji.

>> więcej
KONTAKT
Kontakt do redakcji Życia Żyrardowa Życie Żyrardowa
ul. Okrzei 51A
96-300 Żyrardów
tel. (46) 855 36 62
fax. (46) 855 47 18


>> więcej
OGŁOSZENIA PRZEZ SMS
Ogłoszenia drobne można przekazywać do „Życia Żyrardowa” za pośrednictwem SMS.

>> więcej

(„ŻŻ” nr 37 z dn. 17.09.2019) Archiwum firmy wylało się prosto na ulicę
Trudno jest w to uwierzyć, że coś takiego jest w zasięgu ręki, w opuszczonej, zdemolowanej i do dna okradzionej wilii, pewnie należącej przed laty do bogatych ludzi z Żyrardowa. Z ulicy jest otwarte wejście na dziedziniec, a stamtąd do domu. W nim mieszkania zostały ogołocone ze wszystkiego, a podłogi są usłane setkami dokumentów, z których większość nie powinna trafić w niepowołane ręce. Są to akta pracownicze z dyplomami szkół, świadectwami pracy i informacjami o zarobkach. Jest tam księgowość dużej firmy z fakturami i umowami handlowymi sprzed około 10 lat. Można tam znaleźć masę dokumentacji skarbowej, zawartej na urzędowych drukach. Dokumenty są opatrzone takimi danymi, jak: PESEL, NIP, REGON, adresami zamieszkania tych ludzi i innymi danymi, które już nie mówiąc o obowiązującym RODO - zawsze były danymi ściśle chronionymi. Coś takiego w Żyrardowie „wylało się” na ulicę i tak to trwa od wielu lat i… nikt na to nie zwraca uwagi.
Zupełnie przypadkowo znalazłem się na ulicy Miodowej w Żyrardowie. Ulica interesująca i zaciszna. Idąc, zwróciłem uwagę na posesję, która kiedyś musiała należeć do bogatych ludzi, a teraz wyglądała na opuszczoną i wręcz ograbioną.
Dwa razy przetarłem oczy
Widać, że kiedyś było tam estetyczne ceglane ogrodzenie, stylowy metalowy płot i furtki. To trzeba sobie wyobrazić, gdyż tych rzeczy już tam nie ma i pewnie dawno temu trafiły na złomowisko. Przy płocie leżą resztki jakiś kuchennych urządzeń wyniesionych z tego domu. Na dziedziniec, jak i do budynku jest bezpośredni dostęp z ulicy. Tam wszystko stoi otworem. Pewnie by to mnie nie zainteresowało, jeśli nie schyliłbym się po kilka dokumentów i skoroszyt, leżące w wejściu na dziedziniec. Nie były to zwykłe kartki – to dokumenty, gdzie widniały imiona i nazwiska ludzi, z ich adresami i wszystkimi możliwymi danymi. Dwa razy przetarłem oczy i... widziałem wciąż to samo, dane ludzi i inne ważne dokumenty firmowe. Niesiony dziennikarską ciekawością szedłem dalej… Tam znowu szok, przed wejściem do budynku kolejne papiery, również dane osobowe – listy płac, świadectwa pracy, dyplomy szkole i to wszystko, czego ludzie być może szukają po świecie, kompletując swoje dokumenty pracownicze. 
Podłogi usłane dokumentami
Wejście do budynku stoi otworem, Widać, że tutaj już poradzono sobie ze wszystkim i trudno tam spotkać cokolwiek metalowego. Pozostał tylko potężny piec grzewczy w kotłowni, którego zapewne nie zdołano stamtąd wynieść. Na piętrze trzykondygnacyjnego budynku o powierzchni pewnie ponad 250 metrów kwadratowych, widać, że były tam kiedyś ładne pokoje obite lnianą tkaniną, korytarze w boazerii, piękny salon kominkowy i to wszystko ogołocone. Nie ma tam żadnych mebli, oprócz jednego pokoju, który w tym dniu był zajmowany przez młodych ludzi, coś tam robili, ale... im nie przeszkadzałem. W korytarzach i dwóch pokojach leżała cała masa dokumentacji i to takiej, którą w firmach trzyma się pod zamknięciem, albo wręcz w sejfach. Oczywiście dokumenty księgowe już są „przeterminowane”, ale takie nigdy nie powinny oglądać niepowołane ludzkie oczy. Tam są nimi grubo usłane podłogi i tak naprawdę każdy ma do nich dostęp. Czy to możliwe? Tak. To dzieje się w centrum Żyrardowa.
Młodzież z „dobrych domów”
Nie moją sprawą było pytać młodych ludzi, co oni tam robią. Widać było, że przestraszyli się moją obecnością. Potem sami opowiadali, że dla nich jest tam fajne odludne miejsce, a takie siedlisko pasuje im z wielu powodów. Niektórzy wyglądali na młodzież z „dobrych domów”. W tym miejscu spotykają się od lat – szczególnie w okresie letnim i nikt ich tam nie niepokoi, czasami organizują sobie imprezy  w salonie kominkowym. Natomiast tymi kwitami, co leżą na podłodze, to się ogólne nie interesują. Zdziwili się, że dotarłem w to miejsce, gdyż tutaj nikt już nie przychodzi. Przed laty pomieszkiwali tam jacyś bezdomni, którzy wracają zimą. Sąsiedzi mówią, że nikt z nich tam nie zagląda, boją się, gdyż ich zdaniem tam pojawia się różna młodzież. - …Bywają tam też bezdomni i szkoda, że nikt nie zainteresuje się tym opuszczonym domem. Czasami wieczorami jest tam trochę głośno, ale nie nikt nie dzwoni na policję ani do straży miejskiej... po co mamy się narażać - powiedziała jedna z mieszkanek z sąsiedztwa. 
Co się stało?
Co się stało z właścicielami tej posesji  i z ich biznesem? Prawdopodobnie były to również i dramatyczne wydarzenia. Niewiele o tym wiadomo. Różne historie przekazują sobie miejscowi, posługując się nazwiskiem właściciela domu. Na pewno w latach dziewięćdziesiątych i przez okres do roku 2009, może trochę dłużej ci ludzie prowadzili szeroko zakrojony biznes, gdzieś w okolicach Radomia w branży związanej z garbarstwem – przemysłem skórzanym lub działalnością pokrewną. Dlaczego dokumentacja firmy znalazła się w Żyrardowie, być może po likwidacji działalności tam zgromadzono dokumenty, które „wylewają się” na ulicę. Przed około 10 laty zmarł właściciel domu, jak mówią sąsiedzi, jego żona wyprowadziła się do rodziny, a dom miał być przejęty przez bank w ramach jakichś rozliczeń. Sąsiedzi sporo na ten temat mają do powiedzenia, a wokoło domu, niegdyś pięknej posesji, rosną różne, często wyolbrzymiane opowiadania. – Tutaj nic się nie dzieje, nie występują żadne zjawiska nadprzyrodzone, ani duchy. Ten dom ktoś porzucił, i jak to w Żyrardowie, od razu na niego rzuciły się hieny i go ogołociły. Wyrywając wszystkie metalowe elementy, również z ogrodzenie domu. To już trwa od dawna, może nawet od blisko 10 lat. Do tego domu podobno ma prawa jakichś bank. To  wszystko jest bardzo dziwne, ale nas spokojnych mieszkańców tej ulicy to mało interesuje… - usłyszałem w rozmowie z jednym z mieszkańców. Jednak kiedy podeszliśmy do wejścia na dziedziniec usłany papierami i zobaczył dokumenty z danymi ludzi, oniemiał. - … O kurde, a my tu codziennie słyszymy o jakimś RODO.                      Teodor Solarz  
Powrót