BIURO OGŁOSZEŃ
Biuro Życia Żyrardowa Sprawdź warunki oraz ceny zamieszczania ogłoszeń.

>> więcej
REDAKCJA
Redakcja Życia Żyrardowa Tutaj znajdziesz informację na temat naszej redakcji.

>> więcej
KONTAKT
Kontakt do redakcji Życia Żyrardowa Życie Żyrardowa
ul. Okrzei 51A
96-300 Żyrardów
tel. (46) 855 36 62
fax. (46) 855 47 18


>> więcej
OGŁOSZENIA PRZEZ SMS
Ogłoszenia drobne można przekazywać do „Życia Żyrardowa” za pośrednictwem SMS.

>> więcej

(„ŻŻ” nr 32 z dn. 13.08.2019) Kobieta zmarła kilka godzin później
Mieszkanka Grabiny Radziwiłłowskiej bardzo cierpiała, mąż bał się w takim stanie wieźć ją do szpitala w Skierniewicach. Wezwano pogotowie, a ratownicy przybyli na miejsce uznali, że wezwanie jest nieuzasadnione i nic chcieli pacjentki zabrać do szpitala. Kiedy spotkali się ze zdecydowaną postawą rodziny, zagrozili wezwaniem policji. Po dłuższym czasie, w końcu zdecydowali się na przywiezienie do żyrardowskiego szpitala. Na izbie przyjęć zajęto się pacjentką, również lekarz wykazał duże zainteresowanie, ale pomimo złego stanu, nie pozostawiono jej w szpitalu. Rodzina zabrała ją do domu, gdzie zmarła tuż po powrocie.
- 16 lipca wróciłem z pracy około godziny osiemnastej. Od razu czułem, że jest coś nie tak, a syn Piotr powiedział, że chora mama dzisiaj bardzo cierpi i chyba nastąpił atak choroby. Żona przyznała, że bardzo źle się czuje i jest potrzebny lekarz. Myślałem, aby zawieźć ją do skierniewickiego szpitala, gdyż miałem zaufanie do tej placówki. Jednak moja Halina była w takim stanie, że nie nadawała się do transportu samochodem osobowym. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak zadzwonić po pogotowie… - tak rozpoczął swoją opowieść o niedawnych tragicznych wydarzeniach rodzinnych, Jan Zawisza z Grabiny Radziwiłłowskiej. 
Bezzasadne wezwanie karetki?
Pogotowie ratunkowe z Żyrardowa przyjechało dosyć szybko. Do Grabiny Radziwiłłowskiej z Żyrardowa jest ponad 20 kilometrów, a karetka była już po ok. 25 minutach, od momentu wezwania, około godziny dziewiętnastej. Kiedy sanitariusz wysłuchał chorej i domowników, w jakim celu zostali zaangażowani, był wzburzony i powiedział, że było to bezzasadne wezwanie. Kiedy mąż chorej i rodzina zdecydowanie zareagowali i tłumaczyli, że kobieta bardzo cierpi, ratownik nie ustępował i stwierdził, że on o tym fakcie powiadomi policję. – Byliśmy w szoku, żona cierpiała, chociaż wielokrotnie doświadczyliśmy, że w swojej wieloletniej chorobie potrafiła wiele znieść, teraz naprawdę było bardzo źle. Widać było, atak choroby i to, że potrzebuje natychmiastowej pomocy. Powiedziałem, że, jeśli nie zabiorą jej do szpitala w Żyrardowie, aby jej udzielono pomocy, to na ich odpowiedzialność wsadzam żonę do swojego samochodu i wiozę do Skierniewic, a tam będą wiedzieli, co zrobić. Trochę to ich uspokoiło, ale wciąż słyszeliśmy od ratownika, a potem też i od kierowcy, że jest to nieuzasadnione wezwanie. Zaczęli przeglądać dokumentację i po naszych naporach zdecydowali, że jednak chora zabiorą do izby przyjęć żyrardowskiego szpitala. Zanim podjęli taką decyzję minęło kilkadziesiąt minut. Przeglądali dokumenty, robili notatki, czas mijał, a Halinka wciąż cierpiała... Na co oni czekali, w tym widziałem znieczulicę... - tak Jan Zawisza relacjonował dramatyczną sytuację, jaka miała miejsce w jego domu przed wieczorem, 16 lipca. Słowa taty potwierdzają jego dorosłe dzieci – Agnieszka i Piotr, którzy byli świadkami, kiedy ratownik rodzinie zarzucił nieuzasadnione wezwanie karetki pogotowia.
dokończenie na str. 14.
Po szpitalu… śmierć w domu
Kiedy przywieziono pacjentkę do żyrardowskiego szpitala, tutaj od razu się nią zajęto. Dosyć szybko wykonano niezbędne badania i po niespełna godzinie były gotowe wyniki. Tutaj rodzina była mile zaskoczenia, że tak szybko i troskliwie zajęto się żona. Wtedy zadzwoniono po lekarza dyżurnego, który, jak wynika z relacji Jana Zawiszy, pojawił się szybko. – Lekarz był uprzejmy, zobaczył wyniki badań i poprosił o całą dokumentację chorej i nic nie mówił, widać, że był skupiony na tym co przeglądał. Poświęcił żonie kilkanaście minut powiedzieł że należy zwiększyć częstotliwości zażywania dotychczasowych leków - z jednego porannego, do trzech dziennie. Na miejscu zlecił wzmocnienie organizmu i zastosowanie kroplówki. Powiedział, że to powinno ulżyć w cierpieniu. Nic nie mówił o pozostawieniu chorej w szpitalu. Co mieliśmy robić, po około godzinie, kiedy został opróżniony pojemnik z płynem kroplówki, wzięliśmy żonę do samochodu, było już po jedenastej w nocy. Kiedy dojeżdżaliśmy do domu, słyszałem z tyłu samochodu głos Haliny, że nie czuje się najlepiej. Z trudem wprowadziliśmy ją po schodach i potem położyliśmy do łóżka. Było to tuż przed północą, już niewiele mówiła, oczy zamknęła i już więcej ich nie otworzyła... – ze łzami w oczach opowiadał Jan Zawisza o śmierci swojej 61 letniej żony. W akcie zgonu napisano, że śmierć nastąpiła o 16 lipca o godzinie 23.55.
Tego tak nie pozostawi
Rodzina była w szoku. Chociaż kobieta chorowała od wielu lat przebyła wiele operacji, nic nie zapowiadało tak dramatycznego wydarzenia. Ona sama tak bardzo chciała doczekać ślubu swojej córki, który był zaplanowany dwa tygodnie później i pomimo żałoby odbył się. W tym natłoku wydarzeń i obowiązków ci ludzie nie mieli czasu na analizę tego, co się wydarzyło i nie zdążyli zareagować.
Pan Jan nie może zapomnieć reakcji ratownika, który zarzucił mu, że wezwanie do umierającej kobiety zostało zakwalifikowane jako bezzasadne. – Tego nie odpuszczę, mam przygotowane pismo do Wojewody Mazowieckiego, który nadzoruje te służby i może w końcu dowiem się, dlaczego nie chciano udzielić pomocy mojej żonie. Moim zdanie ratownik, nie jest ekspertem, aby przeglądać dokumenty lekarskie i na ich podstawie podejmować decyzje, czy zabierać do szpitala... – powiedział Jan Zawisza. Do żyrardowskiego szpitala i lekarza, w sumie nie ma pretensji. – Może lekarz widział, że już dla niej nie ma ratunku i stąd nie podjął decyzji o zatrzymaniu w szpitalu... Pewnie nie chciał nam mówić, że już nie ma dla niej ratunku. Może nie chciał zawyżać szpitalnych statystyk umieralności... W dziwnym świecie przyszło nam żyć, kiedy nawet nie można liczyć na służbę zdrowia, na która płaci się przez całe życie... – tak zakończył swoje opowiadanie Jan Zawisza. 
Trudno tutaj o komentarz. Ktoś powie – takie jest to nasze marne życie. Inny doda, że jakże często spotykamy się z tym, że często medycyna jest bezradna i takie sytuacje mamy na co dzień. 
Jednak więcej oczekujemy od służby zdrowia w sytuacji, nawet kiedy już gaśnie ostatnie światło nadziei.
Tadeusz Sułek
Kiedy można wezwać karetkę pogotowia ratunkowego?
Z punktu widzenia prawa sprawa niestety nie jest taka jednoznaczna. Obowiązuje ustawa, która mówi, że w stanach nagłych świadczenia opieki zdrowotnej są udzielane niezwłocznie.
Kluczowa jest zatem odpowiedź na pytanie: co to jest „stan nagły”? Dokładnie opisuje to ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Jako stan nagły definiuje się sytuacje, w których następuje gwałtowne pogorszenie zdrowia lub istnieją przesłanki, aby podejrzewać, że objawy się nasilą. Bezpośrednim następstwem mogą być poważne zaburzenia funkcji organizmu, uszkodzenia ciała lub utrata życia. Właśnie w tych „stanach nagłych” pacjent wymaga natychmiastowej pomocy i leczenia.
Ujmując to prostymi słowami można powiedzieć, że dzwonić w celu wezwania karetki pogotowia ratunkowego powinno się tylko w szczególnych przypadkach poważnego zagrożenia życia i zdrowia - i to takich, które są nagłe, a także wymagają natychmiastowej pomocy medycznej.
Na podstawie WP Wirtualna Polska
Powrót